Agresywne dziecko- ratunku!

Dwulatek, który gryzie i wali rękami gdzie popadnie: koszmar, prawda? Ale zdarza się, i to nawet dość często. Wystarczy jeden, dwa niewielkie błędy wychowawcze, by napytać sobie biedy pt. muszę oduczyć dziecko bicia i gryzienia.

Rodzice zwykle zdają sobie sprawę, że cokolwiek pokażą swoim dzieciom, te nauczą się szybko robić to samo. Czasem może się wydawać, że dzieci to takie nagrywarki z odtwarzaczem – czego same doświadczą, zobaczą, usłyszą, podzielą się z nami w bliższej lub dalszej przyszłości. Mało kto jednak traktuje tę prawdę dosłownie, tak jak powinna być traktowana.

Synek mojej bliskiej przyjaciółki, gdy miał niespełna 1,5 roku tak mocno ugryzł babcię w policzek, że pojawiła się krew. Babcia długo nie mogła dojść do siebie psychicznie – przecież tak ładnie się bawili, Karol ją bardzo lubił, dlaczego więc ugryzł? Moja przyjaciółka też zachodziła w głowę, bo uświadomiła sobie że synek zmienia się w małego gryzonia właśnie wtedy, gdy się cieszy – i że gryzie mamę, tatę, babcię. Osoby, które najbardziej kocha. Bardzo się zdumiała, gdy podpowiedziałam jej nieskomplikowane rozwiązanie zagadki. Ona sama, gdy Karol był malutki, bawiła się z nim w „obgryzanie” stópek i rączek. – Zjem cię, jesteś taki słodziutki, że zaraz cię ugryzę. Oczywiście – nie gryzła. Ale dziecku zabawa w gryzienie zapadła mocno w pamięć. Przy młodszej córce już nie popełniła tego błędu – i Amelka nie gryzła nikogo.

Mój synek też nie był gryzoniem. Jestem pewna, że to m.in. zasługa rygorystycznego przestrzegania zasady, że nikt nie „obgryzał” jego stópek.

Ale nie mówię jeszcze hop. W jednym z amerykańskich poradników dla rodziców przeczytałam, że mały człowiek gryzie – podobnie jak szczenięta – dla zabawy, dla zaznaczenia swojej pozycji, rzadziej z agresji, choć i to się może zdarzyć, gdy znajdzie się w dużej grupie rówieśniczej, gdzie trudno ustalić hierarchię. Co wtedy robić? Oddzielić napastnika i ofiarę (choć najczęściej napastnik też jest ofiarą, bo zanim dorosły zainterweniuje, zaatakowana ofiara „odgryza się” w przenośni i dosłownie). Rozdzielić i stanowczo powiedzieć dzieciom, że gryźć nie wolno. Jeśli szkoda jest poważniejsza niż ślad po mleczakach, trzeba zająć się ciężej poszkodowanym – ale nie można z gryzienia się dzieci między sobą robić dramatu. Małe dzieci po prostu tak mają, i to bardzo szybko mija. Już czterolatki przestają używać zębów do wyrażania emocji.

Dużo bardziej skomplikowana jest kwestia bicia. Dziecko może dość wcześnie podjąć takie próby w stosunku do rodziców. Pacnięcie rączką w policzek czy głowę jest najczęściej próbą zwrócenia na siebie uwagi. Gdy rozkoszny niemowlak „bije” mamusię, dorośli zwykle popełniają błąd i… się śmieją. Trudno może w to uwierzyć, ale dziecku taka reakcja na jego zachowanie koduje się w mózgu – podświadomie pamięta, że na akcję „ręka w policzek” była reakcja „śmiech”, czyli pozytywna. Tyle że ta sama akcja w wykonaniu dziecka 1,5-rocznego czy starszego już nie jest śmieszna. Mama robi srogą minę, czasem krzyczy, wkłada do łóżeczka – a maluch nie rozumie, dlaczego. Przecież miała się śmiać! Przesadna gwałtowna reakcja na uderzenie przez małe dziecko też nie jest zresztą dobra. Wystarczy dziecko od siebie odseparować – np. posadzić w krzesełku, czy na sofie – tak by nie mogło się ruszyć i musiało patrzeć nam w oczy i spokojnie, dobitnie ale nie głośno powiedzieć, że tak robić nie wolno. Nie rozwijać tematu i broń Boże nie mówić, że mamusię (tatusia, babcię) boli, że dziecko zrobiło nam krzywdę. Nawet jeśli boli (bo uderzenie trafiło w nos albo oko), przekaz musi być jasny i prosty: NIE WOLNO i kropka. Małe dziecko jest zdolne do zapamiętania tylko jednej części przekazu – i o tym powinniśmy pamiętać.

Co robić gdy dziecko bije inne dzieci? Po pierwsze – rozdzielić agresora od ofiary. Mówimy o małych, dwu, trzyletnich dzieciach – reakcja rodziców, opiekunów jest wtedy zwykle natychmiastowa, więc raczej łatwo można ustalić kto zaczął a kto ucierpiał. I zawsze najpierw zajmujemy się zaatakowanym – jego pocieszamy, osuszamy łzy, przepraszamy (jeśli to nasze dziecko zaatakowało). Agresorem (najczęściej już wyjącym jak syrena) zajmujemy się w drugiej kolejności – wyprowadzamy z pomieszczenia, pozwalamy ochłonąć obu stronom konfliktu, tłumaczymy niestosowność zachowania i doprowadzamy do pojednania. To działa – dzieci w tym wieku nie są ani pamiętliwe, ani zawzięte.


Anna Kozłowska



Twoja strona firmowa - szybko i za darmo!